poniedziałek, 28 maja 2012

Igrzyska czas zacząć

Już niedługo Eurokurnik ruszy z produkcją złotych jaj, a miliony kibiców z całej Europy skierują swój wzrok na Polskę i Ukrainę. Setki tysięcy fanów piłki nożnej odwiedzą te dwa kraje w celu przeżycia Euro2012 osobiście.  Czego mogą się spodziewać po imprezie, która zaczyna się już za kilkanaście dni?

Na pewno piłkarskich emocji na najwyższym poziomie. Na Mistrzostwa Europy zjadą się najlepsi zawodnicy, w zdecydowanej większości z lig europejskich. I tak przyjdzie nam podziwiać drugiego w tym sezonie strzelca na Starym Kontynencie, Cristiano Ronaldo, który przegrał jedynie z Argentyńczykiem Leo Messim. Holendrzy do boju wystosują ciężkie działa w postaci najlepszego najlepszego strzelca Premier League - Robina van Persie oraz Bundesligi - Klaasa Jana Huntelaara. Niemcy nie pozostają dłużni i do swojego napadu desygnują drugiego strzelca ligi niemieckiej, Mario Gomeza oraz będącego ostatnio w nieco słabszej formie, ale zawsze dobrze grającego Miroslava Klose. Warto również wspomnieć o zawodnikach Serie A. Wraz z reprezentacją Szwecji, na Euro przyjedzie Zlatan Ibrahimović zawodnik AC Milan oraz gracz Udinese, Antonio Di Natale. Na koniec skromnie, jak przystało na typowego Polaka, wymieniłbym Roberta Lewandowskiego, który ma za sobą bardzo dobry sezon w Borusii Dortmund i dobrze rokuje w perspektywie rozgrywek Euro 2012. Najlepsi strzelcy to gwarancja bramek i emocji w meczach, ale nie bez znaczenia jest też występ najlepszych bramkarzy, takich jak Buffon, Casillas, Neuer czy Szczęsny. Oprócz tego, cała gromada znanych graczy ze środka pola. Ich wymieniać nie będę, ze względu na ilość.

Jednak najlepsi piłkarze to nie wszystko. Każdy kibic reprezentacji własnego kraju wyśmienicie zna zawodników w niej występujących oraz preferowany styl gry i liczy na coś więcej. Czego więc będzie oczekiwał od Mistrzostw Europy w Polsce i Ukrainie? Nie sądzę, aby najważniejszym elementem ich wyprawy była obecność autostrad czy wyremontowanych miast. Gdyby nie wieczne roztrząsanie tego tematu, przyjezdni nawet nie zauważyliby braków w naszej sieci komunikacyjnej. Ważniejsza bowiem będzie ATMOSFERA! No i tutaj się pojawia pytanie. Czy przeciętny Andrzej Kowalski, który właśnie wygrał dla siebie i rodziny bilety, bo kupił sobie ptasiego mleczka za minimum 20 złotych, będzie w stanie zapewnić taką atmosferę? Zapewne pod stadionem kupi sobie gadżety do malowania twarzy, meksykański kapelusz i trąbkę na gaz (bo z wuwuzelą nie wpuszczą), dzięki którym będzie się świetnie bawił. W przerwie meczu kulturalnie zakupi bułkę w parówce i colę dla żoneczki, a następnie powróci do dziubania popcornu, kilka razy wstając podczas wykonywania międzynarodowej fali na stadionie. Później wykona sobie pamiątkowe zdjęcie, które wrzuci do albumu między te z Rodosu i wakacji na działce i zapomni o całej  tej szopce. W życiu nie wybierze się na żaden mecz - bo na stadionach jest niebezpiecznie - ale to on przyczyni się do wspaniałej atmosfery na trybunach.

FUCK EURO 2012! ... idę pobiegać.

niedziela, 13 maja 2012

Niezła końcówka ...

Takiej ostatniej ligowej kolejki dziś anglikom zazdrości cała Europa. Może niekoniecznie fanom Manchesteru United, Tottenhamu Londyn i Bolton Wanderers, a prędzej "fanom piłki nożnej", którzy śledzą każdy mecz rodzimej ekstraklasy i radują się z każdej bramki, nie zważając na to, jaka drużyna ją zdobywa. Tak więc dziś włączając Multiligę na Canal+, można było na prawie dwie godziny zapomnieć o szarej rzeczywistości i nawet po pracy do wczesnych godzin rannych nie zasypiać przed ekranem telewizora (opcjonalnie komputera w wersji dla oglądaczy internetowych) Cóż więc takiego się działo, że aż warto napisać o tym posta na blogu? W skrócie wyglądało to tak:

Manchester City, prowadząc 1:0 i grając ze zdziesiątkowaną drużyną Queens Park Rangers, broniącą się przed spadkiem dał sobie strzelić dwie bramki i wydawało się, że to United zostaną Mistrzem Anglii. Jednak zawodnicy QPR po informacji, iż Bolton remisuje 2:2 na Stoke, kompletnie odpuścili spotkanie. Od około 75. do 92. minuty meczu przy Etihad Stadium wręcz śmierdziało bramką, ale nic nie wskazywało na to, aby zawodnicy The Citizens zdołali ją zdobyć. Komentatorzy przywołali jednak ducha spotkań Evertonu i Manchesteru United, kiedy to londyńczycy w końcówce odmienili losy meczu i sprawa zmieniła się diametralnie. Bramka Edina Dżeko po rzucie rożnym i Sergio Aguero w końcówce dały zawodnikom Manchesteru City upragnione mistrzostwo kraju.

Za plecami drużyn z Manchesteru trwała londyńska walka o grę w Lidze Mistrzów. Ostatecznie trzecie miejsce po zaciętym spotkaniu, zdobyła drużyna Wojciecha Szczęsnego i to jego zobaczymy w elitarnych europejskich rozgrywkach w przyszłym roku. Zwycięstwo na wyjeździe 3:2 z West Bromwich Albion nie pozostawiło złudzeń Tottenhamowi, który pokonał 2:0 Fulham w Londynie. Wygrana w tym meczu dała satysfakcję z rozstrzygniętego na swoją korzyść pojedynku debowego oraz nadzieje na występ w eliminacjach Ligi Mistrzów. Jednak aby tak się stało, Chelsea w finale tych rozgrywek musi 19 maja przegrać z Bayernem. Biorąc pod uwagę wczorajszą porażkę Bawarczyków w finale Pucharu Niemiec oraz fakt, iż dla Chelsea to jedyna szansa na występ w pucharach w przyszłym roku, na miejscu fanów Kogutów nie byłbym nastawiony na pozytywne rozstrzygnięcie tej kwestii. Piłka nożna jest tak nieprzewidywalna, że w sumie nie nastawiałbym się na nic :)

Jeżeli chodzi o dół tabeli, to wspomniany Queens Park, wywalczył sobie utrzymanie dzięki remisowi Boltonu. Oprócz Wanderers do Championship spada również Blackburn i Wolverhampton. Na awans do Premier League czeka z niecierpliwością drużyna West Hamu, która w sobotę zmierzy się z Blackpool w play offach. Wcześniej upragnione występy w angielskiej ekstraklasie zapewniły sobie drużyny polaków. czyli Reading, Tomasza Cywki i Southampton Bartosza Białkowskiego.

Tak więc mamy się z czego cieszyć. Jeśli chodzi o radość, to postaram się zamieścić zdjęcie fanów City, którzy po meczu wybiegli na murawę aby świętować ze swoimi piłkarzami zdobycie mistrzostwa. Oj, w Polsce by się posypało 30 tysięcy zakazów stadionowych :)

czwartek, 10 maja 2012

Katowickie pucharu powitanie

Słonecznego 10 maja do Katowic przyjechał puchar. Nie byle jaki puchar, bo dokładnie ten, którego właścicielem stanie sie najlepsza drużyna narodowa Europy. No i w tenże piękny dzień, kibice GieKSy postanowili zaznaczyć swoją obecność w mieście oraz brak przekonania do samego Euro 2012. Zabrali ze sobą transparent FUCK EURO oraz kilkanaście rac świetlnych, którymi chcieli pokazać, że kibicowanie bez Ultrasów i elementów pirotechniki to nie jest prawdziwe kibicowanie. Jak im poszło? Zobaczcie sami na dołączonym zdjeciu.

A, jeszcze taki komentarz z profilu "Fuck Euro 2012" na Facebooku, dla tych, którzy nadal nie rozumieją o co chodzi:

"co widzicie fajnego w tym turnieju, że piszecie "co za żenada"... dobra, pewnie widzicie pełno fajnych rzeczy, w tym, że nie ma autostrad, drogi mamy dziurawe, wszyscy zagraniczni "kibice" będą bluzgać na nasze przygotowania do Euro... to jest dopiero żenada. Ale wam w TV powiedzą, że wszystko gotowe, tylko kiboli trzeba pozamykać w klatkach i myślicie, że kibole na to pójdą i sami "wejdą do klatki"... Nikt by tutaj nie miał nic do tego turnieju, gdyby z jego powodu rząd nie pokazywał swojej siły poprzez liczne-idiotyczne przepisy, zakazy stadionowe, za byle g*wno i zamykanie stadionów, bo "za głośno kibicują"..."

poniedziałek, 7 maja 2012

Rozstrzygnięć czas

Ze względu na moje ostatnie wojaże biegowe i rowerowe nie udało się napisać nic konstruktywnego przed dwoma ostatnimi kolejkami Ekstraklasy, a w międzyczasie działo się sporo ciekawych rzeczy. Śląsk Wrocław został Mistrzem Polski, a to na pewno lepsza wersja niż drużyna zza miedzy, która zapewne przez najbliższe 100 lat napinałaby się tym, że oni mają 15 mistrzów jak nikt inny. Szczególnie dobra wiadomość dla kibiców Górnika, który utrzymał pierwsze miejsce w tabeli wszech czasów jeśli chodzi o ilość triumfów w ekstraklasie. Dla Śląska to drugi po 1977 roku taki sukces. W zeszłym roku drużyna Oresta Lenczyka otarła się o mistrzostwo, plasując się na drugim miejscu za Wisłą. Tą Wisłą, która wczoraj dała mistrzostwo Śląskowi, bo nikt mi nie wmówi, że w meczu przyjaźni mógł paść inny wynik niż wygrana Śląska. Jednak kibicowska brać na coś się czasem przydaje i to WKS przez najbliższy rok będzie nosił tytuł najlepszego w Polsce.

Tytuł najlepszej ekipy piłkarsko to jedna rzecz. Druga, może nawet i ważniejsza, to panowanie na trybunach. I tak w ostatnim ligowym tygodniu bardzo dobrze pokazali się ekstraklasowi kibole z różnych miast. Nie będę tutaj robił zbyt długiej rozpiski, bo każdy sobie może zerknąć jak działały ekipy ultras podczas ostatnich spotkań. Jednak warte zaznaczenia jest to, że większość odpalała na stadionach race, świece dymne czy stroboskopy, co znacznie uatrakcyjniło ligowe zmagania. Na pewno warto zwrócić uwagę na ciekawą prezentację Wisły przygotowaną na derby Krakowa (28 kolejka).


Godne odnotowania są też oprawy Lechii Gdańsk, Widzewa, Lecha, Zagłębia Lubin czy wreszcie wyjazdowa oprawa "Uwierz w siebie" Śląska Wrocław. Tak więc, jak mówi tekst z oprawy łódzkiej ekipy - LET'S MEET ON EURO!


A tak swoją drogą, czy nie powinno być 'at'? :)

wtorek, 24 kwietnia 2012

Eurosprawdzian


Do pierwszego gwizdka Mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie zostało 45 dni. Autostrady robią się na szybko, ale już wiemy, że ten wyścig z czasem nasz miłościwie rządzący Donald przegra. Szukając jakiegoś wytłumaczenia można powiedzieć, że nie gramy na autostradach, tylko na stadionach, a te przecież stoją i czekają na rozpoczęcie czerwcowego turnieju. Stoją - to najodpowiedniejsze słowo opisujące tą sytuację. Od czasu wybudowania Narodowego i reszty Eurostadionów ich właściciele wręcz modlą się aby ktokolwiek mógł na nich zagrać. Ktoś jednak ciągle płata im figle i zarobić im nie daje. Mecz o Superpuchar Polski został odwołany, a na stadionie kompletnie nie związanym z rozgrywkami Euro2012 odbył się dzisiaj finał Pucharu Polski.

Znów można szukać plusów i powiedzieć, że to stadion nowoczesny i ładny, a jego pojemność w zupełności wystarczała obu klubom. Bo nie czarujmy się, ale taki mecz w środku tygodnia o godzinie 18:00 wielu sympatyków piłki nożnej do zakupu biletu nie zachęci. Zapewne gdyby odbył się na Narodowym, to frekwencja byłaby dwa razy większa, ale nie ma co gdybać. PZPN (tfu!) zadecydował inaczej i tym sposobem przy ulicy Ściegiennego w Kielcach spotkały się drużyny Legii i Ruchu. Piłkarsko niewiele jest tutaj do opowiadania. Legia cały mecz przeważała i gdyby tylko jej zawodnicy ustawili lepiej celowniki mogłoby dojść do jeszcze większego pogromu. Skończyło się jednak skromnym 3:0. Jednak to nie wynik był najważniejszym elementem tego widowiska.

Sympatycy obu drużyn dali pokaz, jak fantastycznie przygotowana jest Polska na Euro2012. Oprawy złożone z rac, świec dymnych i petard hukowych to coś, czego podczas mistrzostw nie zabraknie. W drugiej połowie było nawet ciekawiej,  ale przecież każdemu te efektowne choreografie się podobają. Podoba się to wszystkim oprócz PZPNu i komentatorów, którym nawet jeśli się podoba to i tak nie mogą mówić.  Częściowo pozwolił sobie na to Pan Szpakowski, który przyznał rację, że to ładne ... ale po meczu. Zapamiętałem takie zdanie "kibice mogliby to zrobić po meczu, wtedy bezpieczeństwo byłoby większe". Jakim cudem? Nagle ludzie staliby się żaroodporni? Czy może race ochłonęłyby od natłoku wrażeń? Tak myśli prawdopodobnie komentator pewnej stacji z dopiskiem "Turbo", który zaproponował aby na meczach odpalać zimne ognie. A może zrobimy takie bezpieczne atrapy z bibuły? Śmiech na sali :) Od rac jeszcze nikt nie zginął, prędzej Cie przejedzie rozpędzony zaprzęg śnieżnych psów grenlandzkich, niż cokolwiek  Ci się stanie na stadionie, ale o tym może kiedy indziej.

Eurosprawdzian, jak sobie pozwoliłem nazwać dzisiejszy finał Pucharu Polski dla organizatorów oblany, choćby ze względu na paraliż jaki ogarnął całe Kielce. Rząd, organizatorzy Euro i przede wszystkim policja nie mogą spać spokojnie bo wiedzą, że do 8 czerwca sytuacja będzie się jeszcze bardziej dla nich komplikować. Każda ekipa będzie chciała się pokazać przed kibicowską Europą. Im więcej przyjeżdżających tu obcokrajowców będzie wiedziało, jak się u nas kibicuje, tym lepiej. Dlatego za dzisiejszy eurosprawdzian kibicom dwóch zespołów z czołówki ekstraklasy wystawiam mocną czwórkę, z nadziejami na to, że w ostatnich 3 ligowych kolejkach wszystkie polskie grupy ultras pokażą na co je stać :)

czwartek, 19 kwietnia 2012

Z podwórka ...

Pisząc posty na tym blogu, zauważyłem, że stopniowo schodzę z poziomem futbolowym. Nie jest to jednak zapowiedź przejścia na same kibicowskie tematy z naszego podwórka, tylko po prostu staram się zwracać uwagę na to w czym siedzę :) No i ostatnio, moją uwagę skupiły dwa wydarzenia. Pierwszym z nich są Wielkie Derby Śląska, zakończone wynikiem 0:0, co mogłoby świadczyć o braku ich atrakcyjności. Jak było, chyba każdy z Was ma telewizor (że już nie wspomnę o internecie), więc mógł zobaczyć. Piłkarsko nie było to porywające widowisko, a duży wpływ na to miał brak skuteczności graczy obu drużyn. Gdyby wykorzystali oni chociaż połowę szans stworzonych podczas meczu, spokojnie na tablicy mielibyśmy hokejowy wynik. Ten jednak pozostał bezbramkowy, co pokazuje, że poziom zarówno Ekstraklasy jak i Śląskich drużyn jest bardzo wyrównany. Z pozaboiskowych wydarzeń - na trybunach zagościł klimat lat 90tych, sporo rac, świec dymnych, które skutecznie służyły jako zamaskowanie. No i oczywiście próba starcia. Tutaj nie będę specjalnie się rozwodził, bo niestety mógłbym być nieobiektywny, a ludzie, którzy widzieli tą sytuację tylko w wieczornym wydaniu Wiadomości, nie widzieli tak na prawdę nic. Media, a chodzi mi tu głównie o Canal+, zastosowały bowiem metodę "angielską", jeżeli chodzi o ukrywanie burd na stadionach. O tym kiedyś osobnego posta napiszę, to może niektórym się rozjaśni nieco sprawa "uciszenia" angielskich hooligans. No w każdym razie podczas akcji na trybunach, realizator przełączał kamery z twarzy zawodników na ogólny widok stadionu tak aby po prostu nic nie było. Szkoda, ale to już nie wspomniane lata 90te, chociaż ...




Druga rzecz, która nie daje mi spokoju od kilku dni, to kwestia awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zdaje się, że żadna z czołowych drużyn I ligi oprócz Piasta Gliwice nie chce awansować. Pewni kandydaci do Ekstraklasy po rundzie jesiennej Zawisza Bydgoszcz i Pogoń Szczecin notorycznie przegrywają bądź remisują swoje mecze i w tym roku są lepsi jedynie od outsiderów - Polkowic i Elbląga. W czubie tabeli jest drużyna ze wsi - Termalica Nieciecza, co budzi wielki niepokój wśród kibiców. Jeżeli drużyna tego pokroju awansuje do piłkarskiej elity w naszym kraju, to chyba czas na ucieczkę za granicę. To, czy będziemy musieli emigrować, okaże się zapewne w ostatniej kolejce, gdyż na tą chwilę matematyczną szansę na awans ma nawet przedostatnia Polonia Bytom! (pozostało 8 kolejek czyli 24 punkty, Polonia ma 24 pkt a pierwszy w tabeli Piast 46) Oczywiście już w następnej kolejce ta sytuacja się zmieni, ale spłaszczenie tabeli jest niesamowite. Z mojej strony mogę obiecać, że będę monitorować jak się zakręci ligowa karuzela i w miarę możliwości umieszczać tutaj swoje obserwacje.


niedziela, 15 kwietnia 2012

Wielkie Derby Śląska

Górnik Zabrze kontra Ruch Chorzów - to śląskie święto piłkarskie już za dwie godziny. Nazwanie tych rozgrywek Wielkimi Derbami dziś jest najlepiej uzasadnione od kilku lat. Obie drużyny świetnie spisują się w naszej ekstraklasie. Ruch zajmuje trzecie miejsce w lidze, z realnymi szansami na przesunięcie się o pozycję wyżej. Również Górnik może o jedno oczko poprawić swoje 8 miejsce. Temu kto jeszcze nie jest przekonany o sile śląskich drużyn powinien wystarczyć fakt, że obok Korony, Zagłębia i Legii są to najlepsze zespoły rundy wiosennej. KSG w 2012 roku przegrał tylko z Lechem, a chorzowianie z Legią. Dziś jednak te wszystkie statystyki idą w kąt, bo liczy się tylko zwycięstwo z odwiecznym wrogiem w tym prestiżowym spotkaniu.

Górnicy TYLKO ZWYCIĘSTWO!

czwartek, 12 kwietnia 2012

Lewan(gol)ski

No i stało się. Borussia wygrała z Bayernem na Signal Iduna Park. Jakie skutki niesie za sobą wynik tego spotkania? Sprawa wydaje się być prosta. BvB ma 6 punktów przewagi nad drużyną z Monachium i na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek jest o krok od obrony mistrzostwa Niemiec. Bayern nie pokazał w tym meczu żadnego z atutów jakimi dysponował do tej pory. Zneutralizowany Gomez nie miał zbyt wielu okazji aby udowodnić, że jest najskuteczniejszym graczem Bundesligi. Robben jak dziecko we mgle, najpierw przestrzelił karnego, potem nie trafił do bramki z kilku metrów. Tylko Franck Ribery starał się szarpać grą ofensywną FCB, ale kilka efektownych zagrań to zbyt mało, aby pokonać świetnie dysponowaną drużynę z Dortmundu.

Z drugiej strony kolektyw, z jednym małym wyjątkiem jakim był w tym meczu Shinji Kagawa. Widać było jego chęć zdobycia bramki i pokazania się szerszej publiczności. Nie zawsze jednak jest to najlepsze wyjście, co okazało się w środowym 'El Clasico'. Jurgen Klopp ściągnął Japończyka z boiska w 74 minucie, a już 3 minuty później Robert Lewandowski zdobył zwycięską bramkę. No właśnie, bramkę zdobył Polak. W kontekście Euro 2012 to wspaniała wiadomość. Robert pokazał się z najlepszej strony i gdyby główka w pierwszej połowie oraz podcinka a'la Messi i znalazły drogę do bramki, można by z jeszcze większym optymizmem patrzeć na nadchodzące mistrzostwa. Lewy nie miał żadnych problemów z ogrywaniem zawodników Bayernu, nie odpuszczał żadnej piłki, prawie w ogóle jej nie tracił. Wszystko z głową. Po prostu zawodnik kompletny. Niektóre portale internetowe zaryzykowały nawet stwierdzenie, że to najlepszy polski piłkarz od czasów Bońka. Do tego porównania się nie odnoszę, ale na pewno jest to najlepszy polski zawodnik jakiego miałem okazję obejrzeć na żywo i nie chodzi tutaj tylko o mecze Borussii. Już kiedy 5 lat temu grał w Zniczu Pruszków i zdobywał bramki dla tej drużyny m.in w Katowicach, było widać, że to zawodnik nieprzeciętny, ale czy ktokolwiek spodziewał się wtedy aż tak błyskotliwej kariery? Nie sądzę. Mam jednak nadzieję, że to dopiero początek pasma sukcesów Roberta, który kiedyś wraz z Borussią zdobędzie puchar Ligi Mistrzów, a może nawet sięgnie po trofeum w nadchodzących mistrzostwach Europy? Tego sobie i Wam życzę ;)

środa, 11 kwietnia 2012

Deutscher Meister

Ostatnio ciężko było cokolwiek napisać o moich wyjazdach, choćby ze względu na to, że ich nie było. Oczywiście Kolejarza Stróże nie zaliczam do potentatów europejskiego czy nawet polskiego futbolu. W związku z tym, postanowiłem nieco zmienić formę tego bloga, żeby tchnąć w niego troszeczkę życia. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to tematy czysto futbolowe, drugie troszeczkę bardziej kibicowskie, więc postaram się łączyć te dwa aspekty w mniejszym lub większym stopniu. Zaczniemy od Bundesligi.


Sprawa mistrzostwa Niemiec może już dziś zostać rozstrzygnięta, bowiem o 20:00 rozpocznie się spotkanie Borussii Dortmund z Bayernem Monachium. Obecnie te drużyny dzielą 3 punkty i w razie zwycięstwa BvB, przewaga sześciu punktów na cztery kolejki przed końcem, powinna wystarczyć do zdobycia upragnionego trofeum. Co jednak, jeśli wygra Bayern?

Drużyny zrównają się punktami, a ostatnie cztery kolejki to w terminarzu Bayernu: FSV Mainz, Werder Brema, VfB Stuttgart oraz FC Köln. Borussii przyjdzie się zmierzyć z Schalke 04, Borussią Mönchengladbach, Kaiserslautern i na koniec SC Freiburg. Nie trudno z tego układu wywnioskować, iż rozpędzony Bayern po ewentualnym zwycięstwie w 30 kolejce, pokona grające o nic Mainz. Następnie rozprawi się z Werderem, który od kilku tygodni jest kompletnie bez formy, po czym przyjdzie spotkanie u siebie z VfB. Ciężko prognozować, ale drużyna ze Stuttgartu nie jest typowo wyjazdowa, a monachijczycy u siebie są praktycznie niezwyciężeni. Ostatni mecz to już prawie spadkowicz, drużyna Sławka "Trzeźwieję" Peszki i Adama Matuszczyka, z którą Bayern poradzi sobie bez problemu. Zakładając mało optymistyczny wariant, w tych spotkaniach drużyna z Allianz Areny powinna zdobyć 10 punktów, bardziej realny wydaje się jednak komplet punktów.

Tymczasem Borussii los już tak bardzo nie sprzyja. O ile zdegradowane Kaiserslautern i spokojny o ligowy byt Freiburg nie powinny stanowić problemu dla ekipy Jurgena Kloppa, o tyle trzecie w tabeli i będące w dobrej formie Schalke, z szalejącym Klaasem Janem Huntelaarem oraz czwarte Gladbach, mogą okazać się przeszkodą nie do przejścia. Wariant pesymistyczny to tylko 7 punktów, a ten dla mnie najbardziej prawdopodobny to punktów 10.

Jak widać mistrzowska gra może już dziś nabrać innego koloru. W zdecydowanie lepszym położeniu jest Borussia, jednak żadna z drużyn po wygranej nie może być pewna triumfu w rozgrywkach ligowych. Do końca pozostaną jeszcze cztery bardzo ważne kolejki i to w trakcie ich trwania okaże się, kto zasłużył na miano "Deutscher Meister".

czwartek, 8 marca 2012

Wir fahren nach Berlin (cz. 3)

Stadion, który z zewnątrz nie prezentował się tak okazale jak na przykład nasz "Narodowy", po wejściu na koronę zrobił na nas niesamowite wrażenie.

Nie ma się co dziwić, skoro tak prezentował się sektor najbardziej zagorzałych fanów Herthy. Po drugiej stronie goście, czyli Borussia w niemniej okazałej liczbie. Pomiędzy nimi, mieszanka kibicowska. Łącznie te trzy grupy to ponad 71 tysięcy głów. Doping jak na taką liczbę bardzo słaby. W Polsce większą jazdę potrafi zrobić grupa mniejsza o kilkadziesiąt tysięcy, ale i tak nie jeden piłkarz miałby nogi z waty gdyby wyszedł na murawę przy takiej publiczności. 

Sam mecz nie należał do super widowisk. Na nasze szczęście po bramce Grosskreutza, BvB wygrywa 1:0. Trzeba dodać, że wkład przy tej bramce mieli Kuba i Lewandowski. Ten pierwszy dośrodkował, strzał Lewego sparował na poprzeczkę bramkarz Herthy, a piłkę dobił efektowna przewrotką wspomniany Grosskreutz.

Z trybun schodziliśmy jako jedni z ostatnich. Nie tylko po to aby podziwiać Olympiastadion, ale także dlatego, że zbieraliśmy plastikowe kubki z podobiznami piłkarzy. Fanami Herthy nie jesteśmy, ale oddając w okienku taki kubek, dostawało się 2 Euro. Tym typowo polskim sposobem, część kasy wydanej na bilet się zwróciła :)


Wieczorem zabraliśmy się za zwiedzanie, które trwało aż do południa w niedzielę. Berlin to na prawdę piękne miasto, z bogatą historią, o której można by pisać na prawdę długo. Zachęcać do zwiedzania  również nie zamierzam. Wiem jedynie tyle, że ja jeszcze się tam wybiorę na dłużej niż dwa dni i poczekam w kolejce na wieżę telewizyjną te kilka godzin, dla tego widoku.