czwartek, 8 marca 2012

Wir fahren nach Berlin (cz. 3)

Stadion, który z zewnątrz nie prezentował się tak okazale jak na przykład nasz "Narodowy", po wejściu na koronę zrobił na nas niesamowite wrażenie.

Nie ma się co dziwić, skoro tak prezentował się sektor najbardziej zagorzałych fanów Herthy. Po drugiej stronie goście, czyli Borussia w niemniej okazałej liczbie. Pomiędzy nimi, mieszanka kibicowska. Łącznie te trzy grupy to ponad 71 tysięcy głów. Doping jak na taką liczbę bardzo słaby. W Polsce większą jazdę potrafi zrobić grupa mniejsza o kilkadziesiąt tysięcy, ale i tak nie jeden piłkarz miałby nogi z waty gdyby wyszedł na murawę przy takiej publiczności. 

Sam mecz nie należał do super widowisk. Na nasze szczęście po bramce Grosskreutza, BvB wygrywa 1:0. Trzeba dodać, że wkład przy tej bramce mieli Kuba i Lewandowski. Ten pierwszy dośrodkował, strzał Lewego sparował na poprzeczkę bramkarz Herthy, a piłkę dobił efektowna przewrotką wspomniany Grosskreutz.

Z trybun schodziliśmy jako jedni z ostatnich. Nie tylko po to aby podziwiać Olympiastadion, ale także dlatego, że zbieraliśmy plastikowe kubki z podobiznami piłkarzy. Fanami Herthy nie jesteśmy, ale oddając w okienku taki kubek, dostawało się 2 Euro. Tym typowo polskim sposobem, część kasy wydanej na bilet się zwróciła :)


Wieczorem zabraliśmy się za zwiedzanie, które trwało aż do południa w niedzielę. Berlin to na prawdę piękne miasto, z bogatą historią, o której można by pisać na prawdę długo. Zachęcać do zwiedzania  również nie zamierzam. Wiem jedynie tyle, że ja jeszcze się tam wybiorę na dłużej niż dwa dni i poczekam w kolejce na wieżę telewizyjną te kilka godzin, dla tego widoku.

wtorek, 6 marca 2012

Wir fahren nach Berlin (cz. 2)

Na miejscu meldujemy się około dwie godziny przed meczem. Byliśmy lekko zaskoczeni przywitaniem przez polską recepcjonistkę. Warunki mieszkaniowe zaskoczyły nas jeszcze bardziej. Meble pachnące jeszcze magazynami pewnego szwedzkiego sklepu, to jednak nie nasz klimat. Brak swojskich zapachów rekompensujemy sobie na szybko polskim browarem i udajemy się w stronę Olympia Stadion. 

Po drodze mijamy zarówno kibiców miejscowej drużyny jak i Borussii. Nie brakuje również takich kwiatków jak para: ona w szaliku BvB, on w koszulce Herthy. Ktoś kto przyjechał z Polski, puka się w czoło i nie wyobraża sobie takich obrazków w naszych realiach kibicowskich. Jednym się to podoba, innym nie. Zdjęcia nie wrzucam, bo należę do tych drugich. Pod  samym stadionem tłumy ludzi, w tym sporo polaków. Spotykamy nawet ekipę z  Katowic, z którymi wymieniamy szybkie spostrzeżenia na temat noclegu, po czym udajemy się w stronę swoich sektorów aby obejrzeć mecz. Oczywiście z nadzieją na zwycięstwo Borussii.