wtorek, 6 marca 2012

Wir fahren nach Berlin (cz. 2)

Na miejscu meldujemy się około dwie godziny przed meczem. Byliśmy lekko zaskoczeni przywitaniem przez polską recepcjonistkę. Warunki mieszkaniowe zaskoczyły nas jeszcze bardziej. Meble pachnące jeszcze magazynami pewnego szwedzkiego sklepu, to jednak nie nasz klimat. Brak swojskich zapachów rekompensujemy sobie na szybko polskim browarem i udajemy się w stronę Olympia Stadion. 

Po drodze mijamy zarówno kibiców miejscowej drużyny jak i Borussii. Nie brakuje również takich kwiatków jak para: ona w szaliku BvB, on w koszulce Herthy. Ktoś kto przyjechał z Polski, puka się w czoło i nie wyobraża sobie takich obrazków w naszych realiach kibicowskich. Jednym się to podoba, innym nie. Zdjęcia nie wrzucam, bo należę do tych drugich. Pod  samym stadionem tłumy ludzi, w tym sporo polaków. Spotykamy nawet ekipę z  Katowic, z którymi wymieniamy szybkie spostrzeżenia na temat noclegu, po czym udajemy się w stronę swoich sektorów aby obejrzeć mecz. Oczywiście z nadzieją na zwycięstwo Borussii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz